Nowości:

Reformy sportu „po polskiemu”

Reformy sportu „po polskiemu”

Międzynarodowy Komitet Olimpijski postanowił zawalczyć z historią i wyrzucił z planu IO 2020 zapasy, dyscyplinę, która na tej imprezie była od zawsze. Można mieć różne opinie na temat widowiskowości zapasów, ale nikt mnie nie przekona, że to dyscyplina mniej widowiskowa od squasha, który to MKOL chce teraz wpisać do programu. Z MKOL-em nie ma co walczyć, decyzję też można oceniać różnie. Mnie się nie podoba bo to tak, jakby nagle ktoś uznał, że w piłce nożnej bramki będą okrągłe, a mecz będzie trwał 60 minut. Z historią nie powinno się walczyć, a zapasy to jednak dyscyplina historyczna i wiele znacząca dla samych Igrzysk.

Tematem jest jednak nie decyzja MKOL-u, tylko niedawno ogłoszona przez Ministrę Joannę Muchę reforma, czy też „reforma”, polegająca na zmianach w sporcie wyczynowym. I trzeba przyznać, że w świetle dzisiejszej decyzji komitetu wygląda ona coraz słabiej. Nie dość, że kasy nie przybywa, to jeszcze niektórym dyscyplinom jest ona po prostu zabierana, ale do rzeczy: Od tej pory dyscypliny miały być podzielone na grupy, w zależności od „rokowań” i tego, czy Polacy mają w konkretnych dyscyplinach szanse medalowe, również podczas igrzysk. W grupie sportów strategicznych, czyli takich, które „rokują” i które dostaną najwięcej pieniędzy z ministerialnego worka, jest między innymi narciarstwo (pewnie dzięki jednej Justynie Kowalczyk), są też zapasy, które MKOL dziś właśnie z programu Igrzysk usunął. Co prawda dopiero od 2020, ale jednak. Nie będzie zapasów na IO. Być może będzie squash, czyli sport dla podtatusiałych biznesmanów, którzy lubią się trochę spocić po pracy odbijając piłeczkę od ściany. Oczywiście to też jakaś forma ruchu, bardzo wyczerpująca, ale do „historii” zapasów ma się nijak. Zapaśników obejrzymy jeszcze tylko na igrzyskach w Rio de Janeiro i cześć – zostaną im tylko Mistrzostwa Polski, Europy i Mistrzostwa Świata.

Dość oczywiste jest, że w ministerstwie coś zawiodło. Czy nikt w ministerstwie nie wiedział, nie miał nawet grama sygnałów płynących z MKOL-u, że za chwilę w ministerialnej terminologii zapasy przestaną być „rokujące”, bo wylecą z programu IO? Czy taki problem zadzwonić do szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Andrzeja Kraśnickiego i zapytać co planuje MKOL? Ktoś chyba w Polsce powinien wiedzieć? Może Irena Szewińska, w końcu członkini MKOL? KTOKOLWIEK. Zasadne wydaje się też pytanie, czy Ministerstwo Sportu w ogóle takie rzeczy z PKOL-em konsultuje. Brak komunikacji?

Nie chodzi oczywiście o to, by teraz zapasom pieniądze zabierać, ale przedstawiciele innych dyscyplin, np,. biathlonu mogą mieć pretensje o niesprawiedliwe finansowanie. Biathlon, według ministerialnej reformy, znalazł się ledwie w grupie srebrnej, której de facto fundusze zostaną obcięte w porównaniu z minionymi latami. Jak na złość Ministrze Musze kilka dni temu na MŚ w Nowym Meście srebrny medal zdobyła Krystyna Pałka, która niedługo wróci do kraju i nie będzie miała gdzie trenować. No i biathlon ciągle na igrzyskach będzie. Takie mamy niestety finansowanie sportu.

Żeby nie było, że cały sport w Polsce leży tylko z winy PKOL i Ministerstwa. Kilka dni temu dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy, które pozostawiły w mojej głowie dość przykry wizerunek polskiego sportu jako takiego. Po pierwsze: Polscy saneczkarze nie polecieli na zawody do USA, bo ktoś z biura Polskiego Związku Sportów Saneczkowych nie załatwił wiz na czas. Po drugie: Organizatorzy Turnieju Hokejowego EIHC… zapomnieli/nie zdążyli zgłosić go jako imprezy masowej, przez co na trybunach podczas każdego meczu mogło zasiąść raptem 299 osób. Najlepszy dowód na to, że na sukces trzeba pracować każdego dnia.