Nowości:

Absurd goni absurd, czyli przyjemny początek tygodnia

Absurd goni absurd, czyli przyjemny początek tygodnia

Początek tygodnia zwykle przynosi jakieś zaskakujące wieści, nie inaczej było i dziś. Jedno spojrzenie na stronę główną portalu legionisci.com i wieczór miałem zepsuty. Absurd, goni absurd, absurdem pogania. Z tytułów notek łypią na mnie założyciele Monty Pythona. Sytuacja stała się beznadziejna na tyle, że postanowiłem uraczyć swoje podniebienie kabanosem pepperoni. Myślałem, że po weekendzie cudów i porażek (Legia, Adamek, Siatkarze) nie spotka mnie w tym miesiącu już nic bardziej zaskakującego, ale myliłem się (jak zwykle). Zacznijmy od rzeczy najmniej absurdalnej, imho.

Trener Podbeskidzia Bielsko Biała po sobotnim meczu stwierdził, że kibice na Łazienkowskiej są tak głośni, że to utrudnia komunikację jego zawodnikom. Najpierw były gracz Łukasz Surma mówił, że na PGE Arena jest za głośno i to utrudnia piłkarzom komunikację, teraz w jego ślady poszedł trener „górali”. Zgodziłbym się z tą tezą, gdyby do obowiązków piłkarzy należało coś zupełnie innego, no na przykład recytowanie wierszy na wyścigi. Wtedy cisza na stadionie byłaby nawet wskazana, ale na meczu piłki nożnej? Na Łazienkowskiej? Za głośno?! Ktoś tu się chyba nie wyspał i próbuje się głupio tłumaczyć, w dodatku zupełnie bez powodu, bo Podbeskidzie zagrało dobry mecz, pokonując Warszawian 1-2. Strach pomyśleć jaki wynik by padł, gdyby na stadionie panowała grobowa cisza. Kuciak wróciłby do domu przed dziewiątą, czy raczej po? (prymitywne nawiązanie do jeszcze bardziej prymitywnego dowcipu o W. Szczęsnym, który wychodząc z domu na mecz z MU mówi: „Wrócę przed dziewiątą” – przyp. autor).

Drugą sprawą, już nieco bardziej oburzającą przeciętnego kibica warszawskiego zespołu, jest fakt podpisania umowy między Legią Warszawa a Bronią Radom umowy, na mocy której radomski klub staje się klubem partnerskim Legii. Osobiście nic nie mam do zespołu z południa Mazowsza, ale ktoś w klubie raczej strzelił sobie w kolano. Broń Radom to, jeszcze całkiem niedawno, klub mocno zaprzyjaźniony… z Polonią Warszawa, największym rywalem Legii. Daleki jestem od stawiania kategorycznego „NIE” dla Broni tylko ze względu na sympatie kibiców. Ale, na Boga, kogo wychowała Broń? Ilu piłkarzy z tego klubu grało w Ekstraklasie? A ilu wychował chociażby Znicz Pruszków, czy Świt Nowy Dwór Mazowiecki? Ktoś znów nie pomyślał. Jak Wiertnicza coś zarządzi, to klękajcie narody.

Myślenie sprawia najwyraźniej problem również Markowi Jóźwiakowi, Dyrektorowi Sportowemu Legii. W rozmowie z portalem legionisci.com stwierdził, że transferów do Legii nie było, bo (uwaga, to jest hit, proszę o odłożenie kanapek i napojów) „pod koniec sierpnia trudno o dobrych zawodników”. I tu Marek Jóźwiak ma rację, ale dlaczego w takim razie nie szukali zawodników w czerwcu, bądź lipcu, albo przez cały rok, tak jak to robi większość profesjonalnych drużyn? Wszystkim w Legii nagle zaczęło się wydawać, że warszawskim panaceum będzie Ljuboja, który ostatnio nie ma nawet ochoty biegać, nie mówiąc o strzelaniu bramek (oczywiście chodzi o rozgrywki T-Mobile Ekstraklasy). Jeśli jednak dyrektor sportowy leci na urlop w momencie, kiedy otwiera się okienko transferowe, to klubu nie można uzważać za profesjonalny.